Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Zabójstwo Adamowicza Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
135 postów 1659 komentarzy

nazwa bloga

antonioiwaldi - KLIKNIJ w nick, potem w słowo 'WIĘCEJ', wreszcie w BANNER i DOŁĄCZ do nas!

Od dnia, gdy na biurko Premiera z łomotem opadł Raport, zastygliśmy w oczekiwaniu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Od dnia, gdy na biurko Premiera z łomotem opadł Raport, zastygliśmy w oczekiwaniu. Na co? Jak się okazało – na tłumaczenie, bo Raport po polsku tylko nie mógł być ogłoszony, żeby sobie inni na swoje tłumaczyli i za nic nie wiadomo – dlaczego.

 Padło zapewnienie, że przecinek nie ulegnie zmianie. Widać, że bez zapewnienia mógł być zmieniony.

Zaprzęgnięto zapewne sztab fachowych tłumaczy. I jest problem. Albo nie potrafią przez kolejny tydzień przetłumaczyć  niejasnych fraz albo nazwisk –  Arabski (arabic?), albo po przetłumaczeniu dopiero wyszło głupio, w niezgodzie ze standardami, gdzie indziej respektowanymi. Gdzieś zapodział się rozdział – „oględziny wraku", bo oględzin nie było, zawieruszył się zapis pożegnania Prezydenta, zgodnego z protokołem, bo pożegnania nie było, gdzieś zaginął wreszcie fragment jednoznacznie demaskujący fałszywość tez i dokumentów Macierewicza mających dowodzić, że wspólnie kombinowano z władzami Federacji przeciwko własnemu prezydentowi.

Biblię przetłumaczyć jest trudno, ale się udaje, a raportu się nie da.

W Polsce to uchodzi. Już zapomniano, że mógł minister prezydentowi odmówić prawa do samolotu, co Trybunał uznał za bezprawne i włos z głowy nie spadł nikomu, już zapomniano o miliardach pomocy dla powodzian, już tylko żartem na imieninach jest inwestor z Kataru i laptopy dla każdego ucznia i jedno okienko, mylone powszechnie z sedesem.

Już nawet nie chce się pamiętać, że 10 kwietnia pojechał Premier do Smoleńska z grupą prokuratorów, jak się okazało – dla ozdoby wyjazdu, a nie pożytku jakiegoś.

U nas takie rzeczy się zapomina, ale  gdzieś tam, gdzie czytają po angielsku, a zawód dziennikarza pojmują poważnie, to wychodzi głupio i wpłynąć może  na coś tam, co tam się liczy, a tu nie.

Co znaczy lot „międzynarodowy", czy jest różnica między samolotem cywilnym a wojskowym, wizytą państwową a prywatną, rocznicą mordu na polskich oficerach, ofiar Stalina, a poświęceniem cerkwi Zmartwychwstania Chrystusa dla uczczenia ofiar systemu totalitarnego?

Przyzwoity dziennikarz musiałby zapytać – w czym tak konkretnie uczestniczył Premier, a co uświetnić miał Prezydent.

Wreszcie – czy samolot był sprawny i przestrzegano procedur, ale wszystkich, i technicznych, i dyplomatycznych, i wywiadowczych, i  politycznych wreszcie.

To w istocie proste pytania, ale  odpowiedź po angielsku jest zbyt trudna, bo za wiele trzeba wyjaśniać na boku, a po rosyjsku zbytnio drażniąca, co podpowiadać mogą znani eksperci od tych spraw, zapraszani do Pałacu.

Taki to kłopot z tłumaczeniem i innymi standardami mówiących po polsku, angielsku i rosyjsku.

Lepiej oceniać to, co powiedziano po polsku, lecz w istocie po chińsku i rozjechać Zarembę za złe tłumaczenie  mów Prezydenta.

Pan Prezydent  powiedział, czyli napisał, a zostało odczytane, że:

Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że  bywał " także sprawcą"

Co za bogactwo dla tłumaczenia!

Okazuje się, że prawda może być łatwa, niełatwa, średnio łatwa albo też łatwiutka dla głupiutkich. Tyle odcieni ma prawda i to wiele w naszym życiu tłumaczy, że jednej prawdy wciąż nie ma.

Dlaczegoż to jesteśmy narodem ofiar? To jakim był naród niemiecki, rosyjski i żydowski także ? Jakie wobec nich epitety są do użycia?  Dlaczego polski naród ofiar „musiał uznać" prawdę niełatwą  - co mu kazało, albo kto kazał uznać, że cały „bywał także sprawcą", a więc nie tylko ofiarą, do czego skwapliwie się przyzwyczaił od lat z górą tysiąca, jak to naród.

Mam więc żal do Ojca, ale i Teścia, ale i Babci, że wówczas żyjąc – jedni w obozie, drudzy w więzieniu, dopuścili się także sprawstwa, czego mi nie wytłumaczyli, bym mógł się wcześniej ukorzyć, na przykład w 1968, gdy to – czy naród cały, czy władza tylko sprawiła wypędzenie Żydów ze stanowisk i kraju. Prawdziwych sprawców nikt dotąd nie osądził, więc naród jest sprawcą – czyli także Ojciec, Teść i Babcia. Otóż jednak  nie  cały i nie naród, jak się okazuje.

Długo trwało, zanim zrozumieliśmy, że przyznanie się do tej winy nie przekreśla polskiej martyrologii i polskiego bohaterstwa w walce z niemieckim i sowieckim okupantem.

Ten naród ofiar – to my także, którzy nie chcieliśmy tak długo do winy się przyznać, a przecież przyznanie się jest  zwyczajem  naszego narodu i władz naszych narodowych.

Więc tak, jak Jaruzelski, który  do swego się przyznał i jakie przyznanie było, taka i kara, to i my – reszta całego narodu  do sprawstwa w Jedwabnem przyznać się musimy? Ale skorośmy wszyscy narodem, to Jaruzelski też niech za Jedwabne przeprosi, my za Jaruzelskiego, on za Kiszczaka, my za Bermana i w kółko, a i tak jeszcze część narodu zostanie, co całkiem niewinna się czuje, do sądzenia tylko gotowa. A jak naród w znacznej swej części do wszystkiego się przyzna, to to na pewno martyrologii naszej, czyli narodu oraz Jaruzelskiego  w walce z  niemieckim i sowieckim okupantem nie odbierze?

A czy można odebrać martyrologię?  W Polsce tak, o czym świadczy system emerytalny oraz przykład Anny Walentynowicz.  W sferze języka angielskiego mniej to oczywiste.

A jak ktoś nie walczył z niemieckim okupantem – to do narodu należy, czy też nie ? A jak – nie daj Boże  ktoś na sowieckiego okupanta  ręki nie podnosił, to czy może czuć się „także sprawcą" i narodem także?

A są jeszcze tacy, którzy piszą, że „Polska" i „polskość" to pojęcia nieostre, wręcz puste, jak „Niemcy" i niemieckość" zapewne, to jak wtedy naród definiować?

Jak to przetłumaczyć na inny język, by słowa to samo znaczyły, w dodatku słowa prezydenta, który nie chce tylko pilnować żyrandola, ale wypowiadać się w imieniu narodu i to całego.

Skłamałby lepiej, obiecał, a nie dotrzymał, nabajdurzył o inwestorze z Kataru, choć takie mowy zastrzega sobie Pan Premier, ale przecież można próbować.

Jak zatem wygłaszać zdania nieprzetłumaczalne, więc niezrozumiałe, w imieniu narodu, czyli społeczeństwa, czyli nas, choć nie wszystkich do przeprosin wzywanych, bez zamknięcia  jednego rozdziału i otwarcia drugiego?

Bo bez zamknięcia – nie wiadomo, czy naród odpowiada też za komunizm i ten system dziki musi wziąć na swoje sumienie, podobnie jak śmierć sowieckich żołnierzy z 1920 , kiedy to zaplątali się jakoś pod Warszawą, czy za powieszonego Fieldorfa też cały naród odpowiada, czy też Bolesław Bierut, który wciąż ma największy pomnik na Powązkach i jego towarzysze broni oraz wcale liczni zwolennicy?

Ktoś powie – to demagogia, jak można porównywać! W Polsce można, bo nikt już nie wie, gdzie jest granica, skoro demos całkiem jest ogłupiały, a władza niemądra i plecie byle co, gdzie nie wiadomo – kto jest zdrajcą, kto patriotą, kto kartoflem, a kto  - no właśnie czym - na europejskim talerzu. Wypada więc przeprosić za wszystko, za wszystkich i siebie, więc przepraszam, choć nie mam pewności czy będę zrozumiany.

Przecież tylko już  w słowniku wszystko jest jasne.

Jak Ojciec Dyrektor mówi - „totalitaryzm", to narusza słownik przyzwoitego tłumacza, bo totalitaryzmu u nas nie ma, ale co jest w takim razie, gdy jawnie się już dzieli na „swoich" i „tamtych", z użyciem narządów medialnych władzy. Jak – na marginesie - przetłumaczyć  różnicę między narzędziem a narządem, którym niepostrzeżenie stało się narzędzie? To sprzeczne i z biologią i prakseologią, a polskie nasze i nieprzetłumaczalne na obce języki.

Nie wiadomo – dlaczego Rydzyk pieniędzy na gorącą wodę, która jest, nie dostał, a dla Lidzbarku pieniądze dali, choć tam wody mniej i zimniejsza.

Jasne - to nie totalitaryzm, a jak nie, to – co ? Walka totalna. I tak to zostawmy, nie pytając – jak się nazywa prezydent Torunia, który w nosie ma wody pod miastem i dzięki temu ma się dobrze, co pokazuje – czym jest dobro w życiu publicznym, także na wielu innych przykładach.

I jak w końcu przetłumaczyć, że są jakieś znaki w „zbiorowej świadomości i pamięci Polaków"  Czym się różni świadomość od pamięci, kiedy – i która – jest zbiorowa, wreszcie – gdzież ona jest ta pamięć i świadomość, skoro  ciągle mamy „patrzeć w przyszłość"  - przeszłość odkreślając grubą kreską, choć nierówno, z uskokami.

To wszystko razem nieco tłumaczy opóźnienia w tłumaczeniu raportu, za które odpowiadam ja – naród, który wreszcie muszę zrozumieć w swej pamięci i świadomości, że ...

Że co właśnie?  I dlaczego muszę?

Tekst autorstwa Marka Markiewicza. Przedruk za portalem wpolityce.

KOMENTARZE

  • O tekście
    To jest prawdopodobnie najbardziej błyskotliwy tekst , jaki w ostatnim czasie przeczytałem.
    Istna perełka, dlatego tu się znalazł.
  • @antonioiwaldi
    Pan Marek Markiewicz
    to w ogóle mistrz pięknych wypowiedzi.
    I tropiciel absurdów w "nowomowie".
  • Dzięki
    za przedruk, bo nie zawsze wszystko się znajdzie i przeczyta.

    Super tekst.
  • @autor
    Obawiam się ,że ceną za uznanie tezy o winie pilotów jest zniesienie embarga na nasze warzywa,żeby rząd mógł się pochwalić ,,dobrymi stosunkami z Rosją'' Dla PR. zrobią wszystko
  • @grazss
    O tak, zgadzam się.
    Pozdrawiam
  • @Kindow
    :))
    Pozdrawiam
  • @kol78
    Raczej nie, to jest gra wewnątrz PO o to, kto zostanie czarnym Piotrusiem. Najbardziej zagrożeni to B. Klich i T. Arabski.
    Handel z Rosją, w tym wszelkie embarga na żywność, to działka PSL, a oni byli trzymani na dystans przy organizowaniu lotu p. Prezydenta.
  • antonioiwaldi
    Rzeczywiście tekst - perełka. Dzięki!
  • @antonioiwaldi
    " przecież tylko już w słowniku wszystko jest jasne"
    ;))) znakomite

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY